Na policzku czułam ciężki oddech wysokiego bruneta. Co prawda był wyższy o może.. 10 centymetrów? Nie wiem. Za ścianą dudniła głośna muzyka, a pomieszczeniu panował półmrok.
- Czego ode mnie chcesz? - szepnęłam odsuwając twarz od licealisty.
- Wiele rzeczy - złapał za moją brodą i zmusił bym na niego spojrzała.
- A dokładniej? - odepchnęłam się od ściany do której zostałam wcześniej przyduszona. jego ręka spoczęła obok mojej głowy, a cały ciężar przełożył na jedną nogę.
- Jesteś inna niż wszystkie. Bardziej inteligentna. Większość lasek wpiło by się teraz w moje usta i krzyczały moje imię z przeplatanką komplementów, ale ty nadal tu stoisz.
- Bo mnie nie interesujesz. Jesteś zwykłym pustakiem - kłamałam. Był przystojny.. a nawet bardzo. Podniosłam jednak lewą brew by nie wyszło, że to co powiedziałam jest nie prawdą. Zobaczyłam w jego oczach przygaszoną iskierkę, którą zawsze zachowywał w oku.
- Nie waż się tak o mnie mówić zwłaszcza, że niedługo będziesz krzyczała tak jak reszta "Jan! Jasiek!" - krzyknął piskliwym uśmiechem. Parsknęłam ironicznym śmiechem. Może faktycznie był pusty? Zwłaszcza, że mam chłopaka, który interesuje mnie jeszcze bardziej.
- Dla twojej wiadomości mam chłopaka - odsunęłam się od niego korzystając z okazji, że naśladował dziewczynę.
- Znam cię od początku września, a ty już mnie tak nazywasz? No ładnie - zaśmiał się.
- Śmieszne w kij. Nie jesteś i nigdy nie będziesz moim chłopakiem, a teraz żegnam - wyślizgnęłam się zza drzwi trafiając na huczącą imprezę dla licealistów.
Przechodziłam między ludźmi w poszukiwaniu Maćka. Dotychczas było to łatwe, bo w tłumie nie trudno jest znaleźć burzę loków i ponad metr osiemdziesiąt wzrostu.
Nigdzie jednak nie mogłam go dostrzec. Skierowałam się do jedynego miejsca gdzie jeszcze nie byłam - pokój gospodarki Alicji. Cicho weszłam, a moje oczy prawie wyleciały z orbit kiedy ujrzałam Alicję i Maćka obok siebie na łóżku. Ich wzrok od razu skierował się na mnie.
- Co do kurwy nędzy?! - krzyknęłam.
- To nie tak jak myślisz! - zaśmiałam się mimo, że wcale mi nie było do śmiechu.
- Typowe tłumaczenie - wyszłam i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Ruszyłam w kierunku wyjścia z imprezy kiedy ktoś szarpnął moją dłoń. Oczywiście ujrzałam Jasia, który opatulił mnie ramionami, że brakowało mi tchu.
- Możesz mnie puścić? - usłyszałam tylko jego cichy śmiech. Wokół nas było pełno osób i muzyka, więc czułam się... dziwnie.
- Widzę, że Ci przykro przez twojego chłopaka - puścił mnie i postawił na przeciwko siebie.
- Skąd to wiesz? - spojrzałam na niego jak na idiotę, którym zresztą był.
- Szukałem Cię i trafiłem akurat po cichu do tamtego pokoju - zrobił przerażającą minę na co zaśmiałam się. Powinno mi być przykro, ale widać Maciej nie jest tego wart, albo to ja go nie kocham..
Wszystko zaczęło się we wrześniu na początku roku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz